— Tak jest i moja biedna babka trwa ciągle w tym przekonaniu, że jej mąż, którego nigdy nie opuszczała, wzywa ją do siebie, że wkrótce się z nim połączy. O, drogi panie doktorze, proszę wyleczyć babcię!

— Gdzież jest?

— W swoim pokoju, z notariuszem.

— Co dolega pani de Saint-Méran?

— Jest jakoś dziwnie rozdrażniona, śpi niespokojnie i ciężko; dziś rano mówiła, że miała dziwny sen: jej dusza unosiła się nad uśpionym ciałem — to na pewno majaki wynikające z gorączki; jest przekonana, że widziała w swoim pokoju jakąś zjawę, a nawet słyszała, jak zjawa trącała szklankę.

— To dziwne. Nie wiedziałem, że pani de Saint-Méran miewa takie przywidzenia.

— Pierwszy raz — rzekła Valentine — widziałam ją w tym stanie. Dziś rano przeraziła mnie niezmiernie, myślałam, że pomieszało się jej w głowie; wie pan, że mój ojciec ma bardzo logiczny umysł, a mimo to też był pod wrażeniem.

— Zobaczymy. To, co mówisz, jest naprawdę osobliwe.

Notariusz wyszedł i powiedziano Valentine, że babka została sama.

— Niech pan idzie na górę, proszę — rzekła do lekarza.