Wrócił do domu, cały wieczór spędził na oczekiwaniu, czekał cały następny dzień — lecz nie odebrał żadnych wiadomości. Trzeciego dnia, około dziesiątej rano, gdy już wychodził do pana Deschamps — notariusza, odebrał przez pocztę mały bilecik, który, jak się domyślił, był od Valentine, chociaż nigdy nie widział jej pisma.

Zawierał treść następującą:

Ani łzy, ani prośby, ani błagania nie pomogły. Wczoraj spędziłam dwie godziny w kościele Saint-Philippe du Roule i przez te dwie godziny modliłam się gorąco do Boga. Bóg jednak jest nieczuły, podobnie jak i ludzie: podpisanie intercyzy ma nastąpić dziś o dziewiątej wieczór.

Jedno mam słowo, a moje serce się nigdy nie odmienia: dałam Ci to słowo i ofiarowałam serce.

Dziś wieczór, kwadrans przed dziewiątą będę przy bramie.

Twoja żona

Valentine de Villefort

PS. Biedna moja babcia ma się coraz gorzej, cierpienia jej wczoraj przeszły w malignę; dziś maligna ta zbliża się już do szaleństwa.

Będziesz mnie tak kochał, abym zapomniała, że opuściłam ciężko chorą, prawda?

Zdaje mi się, że przed dziadkiem trzymają w tajemnicy, że intercyza ma być podpisana dziś w wieczór.