— Co mi pan chcesz powiedzieć, na Boga?!

— Że symptomy tężca i zatrucia czynnikami roślinnymi są takie same.

Pan de Villefort poderwał się; przez chwilę stał nieruchomo, nic nie mówiąc, aż wreszcie opadł z powrotem na ławkę.

— Na litość boską, doktorze, zastanowił się pan nad tym, co mówi?

Morrel nie był pewien, czy aby nie śni.

— Proszę posłuchać — rzekł lekarz — wiem dobrze, jak ważne jest moje oświadczenie i kim jest człowiek, któremu je czynię.

— Mówisz pan do prawnika czy do przyjaciela?

— Do przyjaciela, tylko do przyjaciela. Tężec i zatrucie substancją roślinną mają tak podobne symptomy, że gdybym miał podpisać się pod tym, co tu panu mówię, zawahałbym się. A więc powtarzam, że to nie do prawnika się zwracam, ale do przyjaciela. I temu przyjacielowi mówię: przez trzy kwadranse obserwowałem agonię pani de Saint-Méran, jej konwulsje, chwilę śmierci... No cóż, mogę powiedzieć nie tylko, że markiza została otruta, ale też jaka trucizna ją zabiła.

— O, proszę pana!

— Wszystko się zgadza: senność przerywana nerwowymi napadami, nadpobudliwość mózgu, bezsiła ośrodków nerwowych. Panią de Saint-Méran pokonała ogromna dawka brucyny albo strychniny, którą ktoś zaaplikował jej naturalnie przypadkiem, a może przez pomyłkę.