Wyraz najwyższej czułości pojawił się w oczach starca.

— I tylko tobie powinnam powierzać moje smutki i nadzieje, prawda?

Sparaliżowany przytaknął.

Valentine wzięła Maksymiliana za rękę.

— A więc przyjrzyj się dobrze temu panu.

Starzec utkwił z lekkim zdziwieniem swój badawczy wzrok w Morrelu.

— To pan Maksymilian Morrel, syn zacnego kupca z Marsylii, o którym zapewne słyszałeś.

— Tak — dał znać starzec.

— To nieskazitelne nazwisko Maksymilian może wkrótce uczynić sławnym, bo w trzydziestym roku życia jest kapitanem spahisów i oficerem Legii Honorowej.

Starzec dał znak, że sobie to przypomina.