— A teraz — rzekł — pozwoli pan, abym ucałował pana jak wnuk, podobnie jak przed chwilą ucałowała cię wnuczka?
Wyraz oczu pana Noirtier był jednoznaczny.
Młodzieniec ucałował czoło starca w miejscu, którego dotknęły wargi Valentine.
Potem skłonił się raz jeszcze starcowi i wyszedł.
W korytarzu spotkał starego sługę, którego uprzedziła Valentine; czekał na Morrela i poprowadził go ciemnym i krętym korytarzem do furtki wychodzącej na ogród.
Morrel prędko pobiegł do bramy; po gałęziach niewysokiego grabu wdrapał się błyskawicznie na mur i zszedł po drabince na pole lucerny, gdzie nadal czekał nań kabriolet.
73. Grób familijny
Dwa dni później dość znaczne grono zebrało się o dziesiątej przed bramą domu pana de Villefort; długi szereg powozów żałobników nadjeżdżał Przedmieściem Saint-Honoré i ulicą de la Pepinière.
Wśród powozów jeden odznaczał się szczególnym kształtem i wyglądał tak, jakby odbył daleką drogę. Był to furgon pomalowany na czarno, a przyjechał jako jeden z pierwszych na to żałobne spotkanie.
Ciekawi dowiedzieli się, że w furgonie przywieziono ciało margrabiego de Saint-Méran, a zatem żałobnicy mieli iść w pogrzebowym kondukcie za dwoma trumnami.