— Tak — przytaknął sparaliżowany, patrząc wciąż tak samo uroczyście.

Morrel zrozumiał, że starzec przywiązuje wielką wagę do tej przysięgi.

Podniósł rękę do góry.

— Przysięgam na honor, że będę czekał, póki pan nie postanowisz, zanim zacznę działać przeciw panu d’Epinay.

— Dobrze — pochwaliły go oczy starca.

— A teraz, czy mam odejść?

— Tak.

— I nie mogę się przedtem zobaczyć z panną Valentine?

— Nie.

Morrel skinął głową na znak, że jest gotów usłuchać rozkazu.