— Tak.

— A intercyza?

W oczach starca pojawił się ten sam uśmiech.

— Chce pan powiedzieć, że nie zostanie podpisana?

— Tak — odpowiedział Noirtier.

Mimo takiego zapewnienia, Morrelowi trudno było w to uwierzyć. Obietnica, jaką złożył bezsilny starzec była tak dziwna, że mogła wypływać nie z siły woli, ale z osłabienia umysłu; czyż się nie zdarza, że człowiek niedomagający na umyśle, nie domyślając się swojego stanu, usiłuje wprowadzić w życie zamiary, które przechodzą jego siły?

Zapewne pan Noirtier pojął, że Maksymilian ma wątpliwości albo też nie dowierzał posłuszeństwu, jakie ten okazał — dość, że spojrzał na niego bacznie.

— Czego pan żąda? — spytał Morrel. — Abym ponowił obietnicę, że nic nie przedsięwezmę na własną rękę?

Noirtier patrzył nadal bacznie i stanowczo, jakby chciał wyrazić, że obietnica mu nie wystarczy, po czym przeszedł spojrzeniem z twarzy Maksymiliana na rękę.

— Chce pan, abym przysiągł?