— Na pana?

— Tak.

— Czy pan dobrze rozumie, o co pytam? Proszę mi wybaczyć, że tak się upieram, ale moje życie zależy od pańskiej odpowiedzi. Czy to pan nas ocali?

— Tak.

— Jesteś pan tego pewien?

— Tak.

Wzrok starca objawiał taką stanowczość, że niepodobna było wątpić jeśli nie o potędze starca, to o jego dobrej woli.

— O, dzięki, tysięczne dzięki! Ale w jaki sposób, chyba że cud boski wróci panu mowę, w jaki sposób pan oprze się temu związkowi, przykuty do fotela, niemy i nieruchomy?

Twarz starca rozjaśnił uśmiech, przedziwny uśmiech błyszczący w oczach na tle nieruchomej twarzy.

— Mam więc czekać?