— Przepraszam pana — odparł stanowczo Franz — ale nie chcę przepuścić okazji, dzięki której przekonam pana Noirtier, że niesłusznie powziął ku mnie niechęć. Zwyciężę te uprzedzenia, okazując mu głębokie oddanie.

I nie przejmując się już Villefortem, który próbował go zatrzymać, wstał i udał się za Valentine, która zbiegała po schodach z radością, jaką czuje tonący, gdy dotknie ręką skały.

Pan de Villefort poszedł za nimi.

Château-Renaud i Morcerf spojrzeli na siebie po raz trzeci — a ich zdumienie nie miało już granic.

74. Protokół

Noirtier ubrany na czarno, siedział w fotelu i czekał.

Gdy przybyły trzy osoby, których się spodziewał, spojrzał na drzwi, a służący zamknął je natychmiast.

— Pamiętaj — szepnął Villefort do Valentine, która nie mogła już pohamować radości — gdyby dziadek chciał zrobić cokolwiek, co mogłoby zerwać twój mariaż, nie wolno ci pokazać, że go rozumiesz.

Valentine zaczerwieniła się, ale nie odpowiedziała.

Villefort przystąpił do pana Noirtier.