Posiedzenia trwały zazwyczaj od dziewiątej wieczór do północy.
O dziewiątej prezes klubu przyszedł do generała. Generał był gotów.
Prezes oświadczył mu, że może być wprowadzony do klubu, pod warunkiem że nie dowie się o miejscu zebrania, a więc tylko jeśli pozwoli sobie zawiązać oczy i przysięgnie, iż nie będzie usiłował podnieść opaski.
Generał de Quesnel przyjął ten warunek i przysiągł na honor, iż nie będzie usiłował zobaczyć, którędy go będą prowadzić.
Kazał zaprząc do powozu, ale prezes oświadczył mu, że nie mogą jechać jego własnym powozem, albowiem stangret generała mógłby wtedy poznać drogę.
— A zatem jak mamy to zrobić? — zapytał generał.
— Mam swój powóz — rzekł prezes.
— Możesz pan być tak pewien swojego stangreta, aby powierzyć mu tajemnicę, której mojemu nie chcesz powierzyć?
— Nasz stangret jest członkiem klubu — rzekł prezes. — Zawiezie nas sam radca stanu.
— Hm, w takim razie — roześmiał się generał — unikamy jednego niebezpieczeństwa, ale narażamy się na inne — może nas wywrócić.