Franz przerwał lekturę.
— Mój ojciec był rojalistą — rzekł. — Niepotrzebnie pytali go o przekonania, były wiadome wszystkim.
— Dlatego też byliśmy w takiej przyjaźni z pańskim ojcem — rzekł Villefort. — Podobne przekonania łatwo zbliżają ludzi.
— Czytaj dalej — mówiło oko starca.
Franz powrócił do czytania:
Prezes jął naciskać, aby generał wyraźniej wyjawił swoje poglądy; jednak pan de Quesnel odpowiedział, iż chce naprzód wiedzieć, czego od niego chcą.
Powiedziano więc generałowi, iż klub otrzymał list z Elby, w którym polecano go członkom klubu jako człowieka, na którego mogą liczyć.
Osobny paragraf listu mówił także o spodziewanym powrocie z Elby. Więcej szczegółów miał zawierać drugi list, przywieziony na statku „Faraon” należącym do niejakiego pana Morrela, armatora z Marsylii; kapitan statku był duszą i ciałem oddany cesarzowi.
W czasie lektury tego listu generał, na którego — jak sądziliśmy — można było liczyć jak na brata, wyraźnie okazywał niezadowolenie, a nawet odrazę.
Gdy zakończono odczytywanie listu, stał nadal, milcząc, ze zmarszczonymi brwiami.