— Gdzie mamy pana wysadzić? — spytał prezes.
— Gdziekolwiek, bylebym jak najszybciej pozbył się waszego towarzystwa — odpowiedział pan d’Epinay.
— Zastanów się pan, co mówisz — rzekł doń wtedy prezes — bo już nie jesteś na zebraniu i masz do czynienia z ludźmi prywatnymi; nie znieważaj ich, jeśli nie chcesz odpowiadać za zniewagę.
Jednak pan d’Epinay nie chciał przyjąć do wiadomości tej rady i odparł:
— Jesteś pan taki odważny w powozie, jak i na zebraniu, bo jest was czterech na jednego.
Prezes kazał zatrzymać powóz.
Było to na quai des Ormes, tuż przy miejscu, gdzie do rzeki prowadzą schody.
— Dlaczego kazał pan się tu zatrzymać? — spytał generał d’Epinay:
— Ponieważ mnie pan znieważyłeś — odparł prezes — i nie pojadę dalej, póki nie otrzymam od pana satysfakcji.
— O, to tak mam zostać zamordowany! — rzekł generał, wzruszając ramionami.