— Ani słowa więcej, mój panie — odparł prezes — jeśli nie chcesz, abym cię uważał za człowieka takiego, o jakim mówiłeś, to jest za tchórza, który ze swojej słabości robi sobie tarczę. Jesteś pan sam jeden, a więc będziesz miał do czynienia tylko z jednym przeciwnikiem; masz szpadę u boku, a ja mam szpadę schowaną w tej lasce; brak ci świadków, a więc wybierz sobie jednego z tych panów. A teraz, jeśli chcesz, możesz odsłonić oczy.
Generał natychmiast zerwał opaskę z oczu.
— Dowiem się w końcu — rzekł — z kim mam do czynienia.
Otwarto drzwiczki powozu i czterej mężczyźni wysiedli.
Franz przerwał raz jeszcze lekturę i otarł zimny pot z czoła.
Był to widok poruszający do żywego: syn, blady i drżący, czytający na głos o nieznanych sobie dotąd szczegółach śmierci własnego ojca.
Valentine złożyła ręce jak do modlitwy.
Noirtier patrzył na syna z wyrazem najwyższej pogardy i dumy.
Franz czytał dalej.
Było to, jakeśmy już powiedzieli, 5 lutego. Od trzech dni panował sześciostopniowy mróz i schody obmarzły lodem; generał był wysoki i tęgi, toteż prezes odsunął się, aby generał miał, schodząc, dostęp do poręczy.