Cavalcanti, pozostawiony samemu sobie, wziął na bok Monte Christa.

— Teraz już dosyć — odezwała się pani Danglars. — Dosyć tej muzyki i komplementów, proszę na herbatę.

Przeszli do sąsiedniego salonu, gdzie rzeczywiście herbata była już gotowa. Kiedy odkładano już, na sposób angielski, łyżeczki do pustych filiżanek, otworzyły się drzwi i wszedł Danglars wyraźnie czymś poruszony. Zwłaszcza Monte Christo spostrzegł to poruszenie i spojrzał na bankiera pytającym wzrokiem.

— Odebrałem właśnie — rzekł Danglars — korespondencję z Grecji.

— Jak się miewa król Otton? — zapytał radośnie Albert.

Danglars spojrzał na niego z ukosa i nic nie odpowiedział. Monte Christo odwrócił się, chcąc ukryć wyraz litości, który przemknął przez jego twarz, ale natychmiast zniknął.

Albert nie mógł pojąć, dlaczego bankier spojrzał na niego tak nieprzychylnie; obracając się więc do Monte Christa, który doskonale wiedział o co chodzi, zapytał:

— Widział pan, jak on na mnie popatrzył?

— Owszem — odpowiedział hrabia. — Ale czy było coś szczególnego w tym spojrzeniu?

— Tak sądzę; ale co też mogą znaczyć te jego wiadomości z Grecji?