Monte Christo uśmiechnął się w taki sposób, w jaki zawsze uśmiechał się, gdy chciał uniknąć odpowiedzi.

— Oto i on — rzekł Albert. — Zbliża się do pana; ja tymczasem podejdę do panny Eugenii i powiem parę komplementów na temat jej kamei, a wtedy ojciec będzie mógł z panem pomówić.

— Jeżeli chce pan obdarzyć ją jakimś komplementem, niech pan przynajmniej pochwali jej głos — doradził Monte Christo.

— O nie. Głos przecież chwalą wszyscy.

— Mój kochany hrabio — rzekł Monte Christo. — Ma pan szczególny dar prawienia niegrzeczności.

Albert z uśmiechem podszedł do Eugenii.

Od razu też Danglars nachylił się do ucha hrabiego:

— Dał mi pan doskonałą radę — rzekł. — Okropna historia wiąże się z tymi dwoma słowami: Fernand i Janina.

— Ach tak? — zapytał Monte Christo.

— Tak, opowiem panu wszystko; ale niech pan zabierze stąd najpierw tego młodzieńca, zbyt krępowałaby mnie teraz jego obecność.