— Szaleńcze! — rzekł hrabia. — Niech pan nie żartuje tak głośno, Hayde mogłaby usłyszeć.
— Rozgniewałaby się?
— O, nie — rzekł hrabia ze zwykłą sobie wyniosłością.
— Czy to tak dobra osoba? — zapytał Albert.
— Nie chodzi tu tyle o dobroć, ile o poczucie obowiązku, niewolnica nie może gniewać się na swego pana.
— Dałby pan spokój tym żartom; czyż istnieją jeszcze niewolnice?
— Najwyraźniej tak, skoro Hayde jest moją niewolnicą.
— Niebywałe, że z pana taki indywidualista; robi pan wszystko inaczej niż ogół. Niewolnica hrabiego de Monte Christo! To we Francji niesłychane. Sądząc z tego, jak pan sypie złotem, posada niewolnicy przynosi jej ze sto tysięcy dukatów rocznie.
— Sto tysięcy dukatów! Biedactwo to miało bez porównania więcej; gdy przyszła na świat, otaczały ją skarby, wobec których bogactwa z Baśni tysiąca i jednej nocy są prawie niczym.
— Więc to naprawdę księżniczka?