— Ocaleni! — wykrzyknęła Valentine.

— Ocaleni! — powtórzył Morrel, nie dowierzając swojemu szczęściu. — Ale kto nas ocalił?

— Mój dziadek. O, pokochaj go, drogi Morrelu!

Morrel przysiągł, że będzie kochać starca z całej duszy. Przysięga nie była trudna, bo w tej chwili nie kochał go jak przyjaciela, czy jak ojca, ale wielbił jak bóstwo.

— Jak to się mogło stać? — zapytał Morrel. — Jakiego użył środka?

Valentine otworzyła już usta, by wszystko opowiedzieć. Pomyślała jednak, że w głębi tej strasznej tajemnicy jest przecież coś, co nie dotyczy tylko jej dziadka.

— Opowiem ci wszystko później.

— Kiedy?

— Gdy zostanę twoją żoną.

Zamknąwszy temat tym sposobem, mogła Maksymiliana owinąć sobie wkoło palca; przystał więc na to, że na razie musi się zadowolić tym, co mu opowiedziała. Nie chciał jednak odejść, dopóki Valentine nie przyrzekła, że przyjdzie na spotkanie również nazajutrz wieczorem.