Świat nagle zmienił się w jej oczach. Łatwiej było jej teraz uwierzyć, że wyjdzie za Maksymiliana, niż jeszcze przed godziną uwierzyć, że nie będzie poślubiona Franzowi.
W tym czasie pani de Villefort udała się do Noirtiera.
Noirtier spojrzał na nią ponurym i surowym wzrokiem, jakim miał zwyczaj ją witać.
— Drogi ojcze — rzekła. — Nie muszę ci oznajmiać, że narzeczeństwo Valentine zostało zerwane, ponieważ zerwanie to dokonało się tutaj.
Noirtier siedział niewzruszony.
— Nie wiedziałeś jednak ojcze — rzekła następnie pani de Villefort — że ja byłam zawsze przeciwna temu małżeństwu, i że miało być ono zawarte wbrew mojej woli.
Noirtier spojrzał na synową, oczekując wyjaśnień.
— Teraz gdy małżeństwo, które napawało cię taką odrazą, zostało zerwane, ośmielę się przedstawić ojcu prośbę, bo ani mój mąż, ani Valentine nie odważą się z nią zwrócić.
Noirtier zapytał wzrokiem, jaka to prośba.
— Przychodzę cię prosić, ojcze — ciągnęła pani Villefort — ponieważ ja jedna mogę zwrócić się do ciebie o to jako osoba całkiem niezainteresowana; otóż przychodzę cię prosić, abyś przywrócił swojej wnuczce cały majątek, nie mówię o przywróceniu łask, bo wiem, że tego nigdy jej nie odmówiłeś.