— Wiem, z jaką radością mój pan zawsze pana przyjmuje u siebie i nie śmiałbym nigdy potraktować pana jak resztę bywających u hrabiego gości.

— Słusznie, bo muszę z nim pomówić w bardzo ważnej sprawie. Jak myślisz, czy długo go nie będzie?

— Nie, bo kazał przygotować śniadanie na godzinę dziesiątą.

— Przejdę się więc trochę po Polach Elizejskich i na godzinę dziesiątą będę tu; jeżeli pan hrabia wróci przede mną, poproś go, aby na mnie zaczekał.

— Dobrze, proszę pana, może pan być spokojny.

Albert zostawił przed domem hrabiego wynajętą dorożkę, a sam udał się piechotą na przechadzkę. Mijając Aleję Wdów, wydało mu się, że spostrzegł konie hrabiego przed bramą strzelnicy Grosseta; podszedł bliżej i rozpoznał także stangreta.

— Czy pan hrabia jest na strzelnicy? — zapytał go Morcerf.

— Tak, proszę jaśnie pana — odpowiedział stangret.

Rzeczywiście, gdy Morcerf przechodził koło bramy strzelnicy, doszły go stamtąd odgłosy kilku regularnych wystrzałów.

Wszedł. W ogródku zastał chłopca.