— Przepraszam bardzo pana wicehrabiego, czy nie zechciałby pan tu chwilkę zaczekać?

— A to czemu, Filipie? — zapytał Albert, który będąc tu bywalcem, zdziwił się bardzo, że go zatrzymano.

— Dlatego, proszę pana, że ten pan, który teraz ćwiczy się w strzelaniu, nie strzela nigdy w czyjejś obecności.

— A kto nabija mu pistolety?

— Służący. Murzyn.

— Tak, tak.

— To zna pan tego pana?

— Właśnie go szukam; to mój przyjaciel.

— A, to co innego. Pójdę go uprzedzić.

I Filip, wiedziony własną ciekawością, wszedł do pomieszczenia strzelnicy. Po chwili na progu pojawił się Monte Christo.