— Tak — odpowiedział, rumieniąc się Albert.

— Co więc mogę dla ciebie zrobić? — rzekł Beauchamp łagodnie.

— Chciałbym, mój drogi, żebyś odwołał tę wiadomość.

Beauchamp spojrzał na Alberta z uwagą, która świadczyła o dużej życzliwości.

— Słuchaj — rzekł — musimy na ten temat więcej pogadać; przecież odwołanie jest bardzo poważną rzeczą. Siadaj, jeszcze raz to przeczytam.

Albert usiadł, a Beauchamp ponownie odczytał kontrowersyjną wzmiankę, tym razem z większą uwagą.

— No, sam widzisz — rzekł Albert stanowczo, ostro nawet — w twoim dzienniku znieważono kogoś z mojej rodziny, żądam więc odwołania.

— Żądasz?... Z całym szacunkiem, drogi hrabio, ale dyplomatą to ty nie jesteś.

— I nie chcę być — odpowiedział młodzieniec, wstając. — Żądam odwołania wiadomości, zamieszczonej wczoraj w waszym dzienniku i dopnę swego. Jesteś moim przyjacielem — rzekł Albert, cedząc słowa, gdy spostrzegł, że Beauchamp zaczął dumnie podnosić głowę — jesteś moim przyjacielem i znasz mnie chyba, spodziewam się więc, że zrozumiesz moją stanowczość w tej sprawie.

— Jestem twoim przyjacielem, Morcerf, ale twoje słowa mogą sprawić, że za chwilę nim już nie będę... Ale zastanówmy się jeszcze, tylko bez gniewu, przynajmniej na razie... jesteś zaniepokojony, poirytowany, urażony... powiedz mi, który twój krewny ma na imię Fernand?