— Co pan zaleca, doktorze? — zapytał Villefort.

— Niech mi tu przyniosą wodę i eter. I niech ktoś pobiegnie po terpentynę i emetyk.

— Już! — rzekł Villefort.

— A teraz niech wszyscy wyjdą.

— Ja też? — zapytała nieśmiało Valentine.

— Tak! Panienka przede wszystkim! — rzekł ostro lekarz.

Valentine spojrzała ze zdziwieniem na pana d’Avrigny, pocałowała dziadka w czoło i wyszła.

Lekarz, zachmurzony, zamknął za nią drzwi.

— Doktorze, proszę patrzeć, on już przychodzi do siebie; widać był to tylko lekki atak.

Pan d’Avrigny uśmiechnął się ponuro.