Caderousse zamyślił się na chwilę. Widać było, że chodziła mu po głowie jakaś uporczywa myśl. Po czym rzekł:
— Jak ja bym chciał to wszystko widzieć — westchnął głośno — jakie to wszystko musi być pięknie!
— To prawda — rzekł Andrea. — To wszystko jest zachwycające.
— Nie mieszka on czasem na Polach Elizejskich pod trzydziestym?
— Tak. Przepiękny dom, na uboczu, z dziedzińcem i ogrodem, nie widziałeś jeszcze czegoś podobnego.
— O, z pewnością; ale mnie nie obchodzi, jak wygląda z zewnątrz, ciekawy jestem, jak wygląda w środku. Słuchaj, musisz mnie tam kiedyś wziąć ze sobą.
— Co ty wygadujesz! Pod jakim pretekstem?
— Racja; ale takiego narobiłeś mi apetytu, że aż mi ślinka cieknie. Muszę to zobaczyć i znajdę na to jakiś sposób.
— Caderousse, nie rób głupstw!
— Ech, do diabła! Muszę więc zadowolić się samą wyobraźnią.