— A chwal się, chwal! — rzekł Andrea, nie gniewając się o ten nowy szantaż, czego obawiał się Caderousse, i zdjął pierścionek z palca.
Caderousse przyjrzał się z bliska diamentowi, i Andrea od razu się domyślił, że bada, czy kanty szlifu są odpowiednio ostre.
— To fałszywy diament — rzekł Caderousse.
— E, nie żartuj sobie — odpowiedział Andrea.
— No nie gniewaj się, można to sprawdzić.
Caderousse podszedł do okna i przejechał kamieniem po szybie. Szyba zazgrzytała.
— Confiteor! Przyznaję! — rzekł Caderousse, wkładając pierścionek na mały palec. Pomyliłem się, ale ci złodzieje jubilerzy, tak dobrze umieją teraz fałszować kamienie szlachetne, że człowiek nie ma nawet ochoty okradać ich sklepów. Jeszcze jedna gałąź przemysłu sparaliżowana!
— Czy na tym koniec? — rzekł Andrea. — Może chciałbyś mnie jeszcze o coś poprosić i sobie wziąć? Doprawdy, nie krepuj się.
— Nie, jesteś przecież w gruncie rzeczy dobrym kompanem. Nie zatrzymuję cię dłużej i postaram się wyleczyć z moich ambicji.
— Ale zapamiętaj sobie, że jeśli sprzedasz ten diament, możesz napytać sobie tej samej biedy, co gdybyś sprzedawał złoto.