— Dalej, wynoś się! — rzekł hrabia, wskazując Caderousse’owi okno.

Caderousse, nie ufając jeszcze do końca obietnicy księdza, przełożył jedną nogę za okno i oparł stopę na szczeblu drabiny.

Zatrzymał się na chwilę, dygocząc ze strachu.

— Złaź — rzekł ksiądz, założywszy ręce.

Caderousse pojął, że ze strony księdza nic mu już nie grozi i zaczął schodzić.

Hrabia zbliżył się wtedy ze świecą do okna, tak by z Pól Elizejskich było dokładnie widać, że jakiś człowiek wychodzi z okna.

— Co ksiądz robi! — przestraszył się Caderousse. — Gdyby przechodził patrol...

Zdmuchnął świecę. I znów zaczął złazić, ale uspokoił się dopiero, gdy poczuł pod nogami ziemię.

Monte Christo wszedł do sypialni i jednym spojrzeniem ogarnął ogród i ulicę. Dostrzegł najpierw, jak Caderousse obszedł ogród dookoła i przystawił drabinę w rogu muru, aby wyjść z innej strony, niż przyszedł.

Człowiek, który czatował na ulicy, pobiegł w tym samym kierunku i stanął za rogiem.