— Wysoka Izbo — odpowiedział — zwłoka nie pomoże na ten atak, który skierowali na mnie nieznani wrogowie, ukryci w cieniu, bo widocznie obawiają się światła. Muszę natychmiast odpowiedzieć na tę błyskawicę, co oślepiła mnie tylko chwilowo, i to odpowiedzieć gromem. O, gdybym mógł od razu, zamiast się usprawiedliwiać, zmazać tę hańbę krwią, by przekonać was, szanowni koledzy, że godzien jestem stać tutaj, między wami...
Słowa te wywarły na słuchaczach dość korzystne wrażenie.
— Żądam więc, aby śledztwo rozpoczęło się jak najprędzej, ja zaś dostarczę Wysokiej Izbie wszystkie dowody do tego potrzebne.
— Jaki wyznaczasz pan termin? — zapytał prezydent.
— Od dziś jestem do dyspozycji Wysokiej Izby — odpowiedział hrabia.
Prezydent potrząsnął dzwonkiem.
— Czy Wysoka Izba zgadza się — zapytał — aby jeszcze dziś rozpoczęto dochodzenie?
— Tak! — odpowiedziało jednogłośnie całe zgromadzenie.
Wyznaczono czternastoosobową komisję, która miała przejrzeć dokumenty przedstawione przez Morcerfa. Pierwsze posiedzenie komisji miało się odbyć o ósmej wieczorem, w biurach Izby.
Po uchwaleniu tego postanowienia, Morcerf poprosił, aby pozwolono mu opuścić salę. Dowody, które miał dostarczyć na swoją obronę, zgromadził już dawno, bo ów szczwany i nieugięty człowiek przewidział, że może będzie musiał stawić kiedyś czoła takiej burzy.