— Panie mój — rzekła, składając ręce — czemu piszesz o takiej porze? Czemu zapisujesz mi cały majątek? Czyżbyś mnie opuszczał?
— Aniele, muszę wyjechać w podróż — odparł Monte Christo z trudną do opisania melancholią i czułością. — Gdyby mnie spotkało coś złego... — Urwał.
— I cóż dalej?... — zapytała dziewczyna niezwykłym dla niej, a tak stanowczym tonem, że hrabia aż drgnął.
— Cóż, gdyby stało mi się coś złego, chciałbym, aby moja córka była szczęśliwa.
Hayde uśmiechnęła się ze smutkiem i potrząsnęła głową.
— Myślisz o śmierci, mój panie, prawda?
— Dziecko, jak mówi pewien mędrzec, to myśl zbawienna.
— Ale jeśli masz umrzeć, to zapisz sobie majątek komu innemu; bo jeśli umrzesz... niczego już potrzebować nie będę.
Wzięła papier, rozdarła go na cztery części, i rzuciła na środek salonu. Po czym, wyczerpana tak niezwykłym dla siebie dowodem energii upadła zemdlona na ziemię.
Monte Christo pochylił się nad nią i chwycił w ramiona; a widząc tę bladość na pięknej twarzy, zamknięte oczy i bezwład ciała, po raz pierwszy dopuścił do siebie myśl, że Hayde kocha go może inaczej niż córka ojca.