— Bardzo ją kochasz?
— Nad życie.
— Cóż, jeszcze jedna moja nadzieja mnie omyliła.
I wyszeptał z westchnieniem:
— Biedna Hayde!
— Hrabio, naprawdę! — zawołał Morrel. — Gdybym nie znał pana dobrze, sądziłbym, że nie jest pan tak odważny, jak sądziłem!
— Bo myślę teraz o kimś, kogo opuszczam, dlatego westchnąłem. Ejże, Maksymilianie, czy to przystoi żołnierzowi tak źle się znać na odwadze? Sądzisz, że mi żal życia? Życie czy śmierć, to dla mnie nieważne, dwadzieścia lat spędziłem między życiem a śmiercią. A zresztą, bądź spokojny, jeśli to nawet była słabość, to nikt poza panem jej nie ujrzy. Wiem, że świat to salon, z którego trzeba wyjść grzecznie i uczciwie, to znaczy, ukłonić się i zapłacić wcześniej wszystkie długi z hazardu.
— Taką mowę to rozumiem. Ale, ale, wziął pan ze sobą broń?
— Ja? A po co? Sądzę, że przynieśli ją ci panowie.
— Pójdę zapytać.