— Dobrze, ale pamiętaj, nie wchodź w żadne układy.
— O, niech pana o to głowa nie boli.
Morrel skierował się w stronę Beauchampa i Château-Renauda. Widząc to, sami podeszli kilka kroków. Przywitali się, jeśli nie przyjaźnie, to z pewnością grzecznie.
— Panowie darują — zagadnął Morrel — ale nie widzę pana de Morcerf?
— Dziś rano dał nam znać — odparł Château-Renaud — że dołączy do nas już na miejscu.
Beauchamp wyjął zegarek.
— Pięć po ósmej — stwierdził. — To nie jest jeszcze wielkie spóźnienie, panie kapitanie.
— O, nie mówiłem tego wcale w tej myśli — odparł Maksymilian.
— A zresztą patrz pan — przerwał Château-Renaud — nadjeżdża powóz.
Istotnie, aleją, łączącą się ze skrzyżowaniem, na którym stali, zbliżał się powóz; konie biegły tęgim kłusem.