— Przecież mówiłam — zawołała pani de Villefort. — Biedna mała!

93. Wyznanie

W tejże chwili zabrzmiał z gabinetu głos pana de Villefort:

— Co się dzieje?

Morrel spojrzał pytająco na Noirtiera. Starzec odzyskał już zimną krew i wskazał mu wzrokiem gotowalnię, w której Morrel już raz krył się w podobnych okolicznościach.

Chwycił tylko kapelusz i rzucił się zdyszany za zasłonę. Na korytarzu słychać już było bowiem kroki prokuratora.

Villefort wpadł do pokoju, podbiegł do Valentine i chwycił ją w ramiona.

— Lekarza! Lekarza! — krzyknął. — Idźcie po pana d’Avrigny! Albo — sam po niego pójdę.

I wybiegł z pokoju.

Innymi drzwiami wymknął się Morrel. Jak obuchem uderzyło go straszliwe wspomnienie: przypomniał sobie rozmowę Villeforta i lekarza, którą podsłuchał w noc śmierci pani de Saint-Méran. Dziewczyna miała takie same objawy, jak te, które poprzedziły śmierć Barroisa — były tylko nieco łagodniejsze. Jednocześnie wydało mu się, że znów brzmi mu w uszach głos Monte Christa: