— Wierzy pan, że jestem panu przyjacielem? — odezwał się Monte Christo, biorąc serdecznym gestem dłoń Maksymiliana w swoje dłonie.

— O, dodajesz mi pan odwagi, a poza tym coś mi mówi — tu Morrel przyłożył dłoń do serca — że nie powinienem mieć przed panem tajemnic.

— Ma pan rację, to Bóg podszeptuje te słowa pańskiemu sercu, a serce podszeptuje je panu. Proszę powtórzyć, co też to serce panu powiada?

— Hrabio, mógłbym posłać Baptystę, by dowiedział się, co się dzieje u kogoś, kogo pan zna?

— Powiedziałem, że jestem do pańskiej dyspozycji, a więc moja służba również.

— O, bo nie uspokoję się, dopóki się nie dowiem, że jest z nią lepiej.

— Mam zadzwonić po Baptystę?

— Nie, sam z nim porozmawiam.

Morrel wezwał Baptystę i cicho coś do niego powiedział. Lokaj natychmiast wybiegł.

— I co, załatwione? — zapytał hrabia, gdy Morrel wszedł do pokoju.