Wyładowawszy zły humor, baron uspokoił się nieco.
Istotnie, panna Danglars, poprosiła przez pokojówkę o spotkanie z ojcem i wyznaczyła na miejsce tej rozmowy złoty salon. Ta szczególna prośba, a zwłaszcza jej oficjalny charakter zdumiały barona tak, że zgodził się natychmiast i pierwszy stawił się w salonie.
Stefan wrócił niebawem.
— Pokojówka jaśnie panienki — rzekł — oznajmiła mi, że panienka kończy toaletę i zaraz się zjawi.
Danglars kiwnął głową na znak, że zadowala go to wyjaśnienie. Wobec znajomych, a nawet wobec służby Danglars pozorował poczciwca i pobłażliwego ojca: taką rolę obrał sobie w ludowej komedii, jaką grał. Przybrał sobie fizjonomię podobną do masek, jakie nosili ojcowie w antycznym teatrze. Lewa i prawa strona takiej maski różnią się: po prawej kącik ust jest uniesiony i uśmiechnięty, po prawej — płaczliwie opuszczony. Dodajmy zaraz, że w gronie rodzinnym część uśmiechnięta opuszczała się do poziomu części płaczliwej — i niemal przez cały czas miejsce poczciwca zajmował mąż-brutal i despotyczny ojciec.
— Dlaczego, u diabła, ta wariatka nie przyjdzie po prostu do mnie do gabinetu — mruknął Danglars — jeśli chce ze mną pogadać? A zresztą, po co?
Przetrawiał tę myśl już po raz dwudziesty, gdy w drzwiach stanęła Eugenia, ubrana w czarną, atłasową jedwabną suknię, haftowaną w matowe kwiaty tej samej barwy, uczesana wytwornie i w rękawiczkach — jakby właśnie miała zasiąść w swoim fotelu w Teatrze Włoskim.
— No, Eugenio, o co chodzi? — zawołał Danglars. — I czemu chcesz rozmawiać w tym uroczystym salonie, czy nie lepiej by nam było u mnie, w gabinecie?
— Drogi ojcze, masz zupełną rację — odparła Eugenia, wskazując mu fotel. — Postawił mi ojciec dwa pytania, w których streszcza się cała rozmowa, jaką chcę z ojcem przeprowadzić. Odpowiem na obydwa, ale wbrew zwyczajom najpierw na drugie, gdyż jest mniej skomplikowane. Wybrałam salon, aby uniknąć nieprzyjemnego wrażenia, jakie odczuwa się w gabinecie bankiera. Te księgi obrachunkowe, nawet jeżeli grubo złocone, te szuflady zamknięte na głucho jak bramy fortecy, te stosy banknotów, które się biorą nie wiadomo skąd, te listy z Anglii, Holandii, Hiszpanii, Indii, Chin i Peru, dziwnie działają na umysł ojca. Przez nie ojciec zapomina, że istnieje w życiu coś ważniejszego i świętszego niż pozycja społeczna i opinia kolegów. Wybrałam więc salon, bo wiszą tu w zdobionych ramach portrety ojca, matki i mój — wszyscy jesteśmy na nich uśmiechnięci i weseli, a poza tym są tu też wzruszające obrazki pasterskie. Ufam, że otoczenie wywiera na nas wpływ. Być może to błąd, szczególnie gdy idzie o ojca. Ale cóż, nie byłabym chyba artystką, gdybym wyzbywała się całkiem złudzeń.
— Bardzo dobrze — rzekł Danglars, który wysłuchał tej tyrady z niezmąconą zimną krwią, ale nie zrozumiał ani słowa, pochłonięty był bowiem, jak to zazwyczaj bywa u ludzi podstępnych, doszukiwaniem się własnych myśli w myślach rozmówcy.