— To były galernik, zbiegły z Tulonu.

— Jaką popełnił zbrodnię?

— Oskarżony jest — wyjaśnił obojętnym tonem komisarz — o zamordowanie niejakiego Caderousse’a, swojego dawnego towarzysza z galer, w chwili, gdy ten wychodził od hrabiego de Monte Christo.

Monte Christo szybko rozejrzał się wokół.

Andrea znikł.

96. Droga do Belgii

W kilka chwil po tej straszliwej scenie wielki pałac nagle opustoszał, jakby rozeszła się wieść, że jeden z zaproszonych zachorował na dżumę czy cholerę; w jednej chwili na wszystkie drzwi, schody i wyjścia naparł tłum gości, próbując się wymknąć jak najprędzej; okoliczności były tego rodzaju, że nie wypadało udzielać banalnych słów pociechy, które podczas każdej klęski z przyjaciół czynią natrętów.

W pałacu został tylko Danglars, zamknięty w gabinecie z żandarmem, składając mu zeznania; została zmrożona pani Danglars, która ukryła się w dobrze znanym nam buduarku; została wreszcie Eugenia, która patrząc wyniośle i wzgardliwie wydymając wargi, odeszła do swego pokoju ze swoją nieodłączną towarzyszką, panną Luizą d’Armilly.

Liczniejsza niż zazwyczaj służba (z uwagi na uroczystość zatrudniono do pomocy cukierników, kucharzy i garsonów z Café de Paris) poczytywała sobie za afront to, co się zdarzyło i wystawała tu i ówdzie w grupkach, nie przejmując się zupełnie spełnianiem swoich obowiązków, co zresztą przestało być teraz potrzebne.

Ale spośród wszystkich tych osób dwie tylko zasługują na naszą uwagę: panna Eugenia i panna Luiza.