Potem jej myśli uleciały w przestrzeń i zatrzymały się na Cavalcantim, niczym ptak, który zawisa w locie nad przepaścią.
Andrea był nędznikiem, złodziejem, mordercą, a jednak posiadał maniery świadczące o pewnym wychowaniu, o ile nie odebrał nawet pełnej edukacji; Andrea wszedł do tego świata, chlubiąc się ogromnym majątkiem, protegowany przez szanowanych ludzi.
Jak można wybrnąć z tego labiryntu? Do kogo się udać, by wyjść z tak okropnego położenia? Debray, do którego udała się w pierwszym odruchu — jak każda kobieta, która szuka rady i pocieszenia u mężczyzny, którego kocha, choć ten często ją gubi — Debray mógł jej tylko doradzić. Musiała więc zwrócić się do kogoś potężniejszego.
Przyszedł jej na myśl pan de Villefort.
To pan de Villefort kazał aresztować Cavalcantiego; to pan de Villefort bezlitośnie wprowadził do jej domu ten cały zamęt, jakby byli dla niego kimś zupełnie obcym.
Ale nie. Jeśli się zastanowić, prokurator nie jest człowiekiem bezlitosnym, jest tylko niewolnikiem swoich obowiązków; ale to zarazem lojalny i wierny przyjaciel, który choć brutalnie, ale pewną ręką uderzył skalpelem tam, gdzie istniało zepsucie. Nie był to kat, ale zręczny chirurg, który chciał ocalić dom Danglarsów od niesławy — bo przecież ten młody przestępca, przedstawiany przez nich już jako zięć, zhańbiłby ich na pewno.
Skoro pan de Villefort, przyjaciel rodziny, postąpił w taki właśnie sposób, może to tylko znaczyć, że nie wiedział on nic o oszustwach Andrei. Tłumacząc tak sobie zachowanie Villeforta, baronowa uznała, że działał na ich korzyść.
Ale w tym miejscu jego prokuratorska zawziętość powinna się zatrzymać. Baronowa postanowiła, że nazajutrz pójdzie do niego i wyjedna, by nie tyle uchybił swym powinnościom urzędnika, lecz aby okazał przynajmniej trochę pobłażliwości.
Powoła się na przeszłość, przywoła wszystkie wspomnienia, będzie go zaklinać w imię tamtych grzesznych, ale przecież szczęśliwych czasów. Pan de Villefort zatuszuje całą sprawę albo przynajmniej pozwoli Cavalcantiemu uciec, a do tego wystarczy tylko, by na chwilę odwrócił oczy! I wyda wyrok zaoczny: nie na zbrodniarza, tylko na jego cień.
I dopiero wtedy, uspokojona, zasnęła.