— Tak, och, to straszne nieszczęście.

— Raczej niepowodzenie.

— Niepowodzenie! — zawołała baronowa.

— Niestety, droga pani — odpowiedział prokurator z niezmąconym spokojem — ostatnio nieszczęściem nazywam tylko sprawy, których nie da się odwrócić.

— I pan sądzi, że ludzie o tym zapomną?...

— Wcześniej czy później zapominają o wszystkim. Eugenia wyjdzie za mąż jeśli nie dziś, to jutro, jeśli nie jutro, to za tydzień. A nie sądzę, by żałowała pani narzeczonego panny Eugenii.

Pani Danglars spojrzała na Villeforta; jego szyderczy spokój zaskoczył ją.

— Czy przyszłam do przyjaciela? — zapytała tonem pełnym urażonej godności.

— Dobrze pani wie, że tak — odpowiedział Villefort, a gdy składał to zapewnienie, na jego policzki wystąpił lekki rumieniec.

Zapewnienie to bowiem było aluzją do innych spraw niż te, o których miał rozmawiać z baronową.