Choć pani Danglars była bardzo przejęta celem swojej wizyty, rozmowę zaczęła od skarg na niegodny sposób, w jaki została potraktowana.

Ale Villefort podniósł pochyloną pod brzemieniem cierpienia głowę i spojrzał na nią z tak smutnym uśmiechem, że przerwała w pół słowa.

— Proszę wybaczyć moim służącym takie zachowanie. Są wystraszeni, a ja nie mogę mieć im tego za złe. Podejrzewani, sami stali się podejrzliwi.

Pani Danglars już nie raz słyszała o trwodze, jaka opanowała służbę prokuratora, nigdy nie uwierzyłaby w nią jednak, gdyby nie zobaczyła na własne oczy, jakie może ona przybrać rozmiary.

— A więc także pan jest nieszczęśliwy? — zapytała.

— Tak, proszę pani! — odpowiedział dygnitarz.

— I współczuje mi pan?

— Współczuję pani szczerze.

— I wie pan, co mnie tu sprowadza?

— Chcesz pani zapewne porozmawiać o tym, co państwa spotkało?