— Panie — rzekł lokaj, wchodząc do gabinetu. — Goniec przyniósł depeszę z ministerstwa spraw wewnętrznych.

Villefort chwycił list i pospiesznie go rozpieczętował.

Pani Danglars zadrżała z trwogi. Villefort zadrżał z radości.

— Schwytany! — zawołał prokurator. — W Compiègne. Sprawa skończona.

Pani Danglars podniosła się wyniosła i blada.

— Żegnam pana — rzekła.

— Żegnam panią — odpowiedział prokurator niemal z radością i odprowadził ją do drzwi.

Po czym wrócił do biurka i rzekł, uderzając prawą ręką w kartkę:

— Ładnie, miałem jedno fałszerstwo, trzy kradzieże, dwa podpalenia, brakowało mi tylko morderstwa, i mam je! Posiedzenie sądu będzie znakomite.

99. Zjawa