— Jak to? Przecież to jest mój majątek, dziedziczę go po krewnych.

— No tak. I właśnie dlatego umarli państwo de Saint-Méran: abyś odziedziczyła ich majątek. Dlatego też w dniu, gdy zostałaś spadkobierczynią pana Noirtier, wyrok zapadł także na niego; dlatego też i ty miałaś teraz umrzeć. Twój ojciec dziedziczyłby po tobie, a Edwardek, jego jedyny syn, odziedziczyłby wszystko po nim.

— Edwardek? Biedne dziecko, to dla niego popełniono tyle zbrodni?

— Zrozumiałaś wreszcie?

— O Boże, oby nie został za to ukarany!

— Jesteś aniołem, Valentine.

— Ale w takim razie postanowiła nie zabijać już mojego dziadka?

— Zorientowała się, że ta śmierć byłaby niepotrzebna, a nawet niebezpieczna. Gdybyś umarła, majątek po tobie i tak wcześniej czy później przypadłby twojemu bratu, uznała więc, że ponowna próba zabicia go byłaby już przesadą.

— Że też w głowie tej kobiety mógł narodzić się tak przewrotny plan! O Boże, Boże!

— Przypomnij sobie Peruzę i altankę przy hotelu pocztowym. Twoja macocha wypytywała tam pewnego mężczyznę w ciemnym płaszczu o działanie i właściwości aqua tofana. Ten szatański plan dojrzewał w jej głowie już w tamtej chwili.