— O nie — odpowiedział Danglars i roześmiał się pyszałkowato. — Weksle na okaziciela, do Banku Francuskiego. Niech pan spojrzy, pan — cesarz finansów, bo ja jestem ich królem. Czy widział pan kiedykolwiek tyle świstków o tak ogromnej wartości? Każdy z nich to milion.

Monte Christo zważył na dłoni kawałki papieru, które z dumą wręczył mu Danglars, i przeczytał:

Pan Prezes Banku Francuskiego zechce wypłacić na moje zlecenie i z mojego rachunku milion franków.

Baron Danglars

— Raz, dwa, trzy, cztery, pięć — rzekł Monte Christo. — Pięć milionów, do diabła! Ależ pan ma rozmach, krezusie!

— Takie właśnie robię interesiki.

— To wspaniałe, szczególnie, jeśli ta suma — a nie wątpię o tym — płatna jest w gotówce.

— Oczywiście, że tak.

— O, miło mieć taki kredyt. No tak, podobne rzeczy zdarzają się tylko we Francji. Pięć nędznych świstków wartych pięć milionów! Żeby w to uwierzyć, trzeba to zobaczyć.

— Wątpisz pan?