— Z jedną taką kuzynką... obawiam się jednak, że i tak stracimy naszą kochaną córkę, bo o ile znam jej charakter, już nigdy nie będzie chciała wrócić do Francji!
— Co można poradzić na to, baronie?... Kłopoty rodzinne. Mogłyby one przygnieść i zabić biedaka, dla którego dziecko jest jedynym skarbem, milioner jakoś sobie z tym poradzi. Filozofowie mogą mówić, co chcą, ale ludzie praktyczni dobrze wiedzą, że pieniądz w wielu przypadkach przynosi dużą pociechę. Dlatego też, jeśli uznajesz pan moc tego wspaniałego balsamu, szybko się pan pocieszysz, pan, król finansów, szara eminencja władzy.
Danglars spojrzał kątem oka, jakby chciał się przekonać, czy hrabia kpi, czy też mówi poważnie.
— A tak — powiedział. — Jeśli majątek może dać pocieszenie, ja tę pociechę znajdę. Jestem bogaty.
— Jesteś pan do tego stopnia bogaty, drogi baronie, że pański majątek można porównać do piramid egipskich. Jeśli ktoś chciałby je zburzyć — nie ośmieli się, a jeśli się ośmieli, nie będzie w stanie.
Danglars uśmiechnął się do hrabiego. To dobroduszne zaufanie mile go połechtało.
— To mi przypomina — rzekł — że mam wystawić pięć rewersików. Dwa już podpisałem przed pańskim przyjściem, pozwoli pan, że podpiszę pozostałe?
— Oczywiście, drogi baronie, oczywiście!
Na chwilę zapadło milczenie, w którym rozlegał się tylko odgłos skrzypiącego pióra bankiera. Monte Christo przyglądał się złoconym sztukateriom na suficie.
— Rewersy hiszpańskie, neapolitańskie czy do Haiti?