— A pański kwit — odezwał się — to przecież też gotówka...
— Oczywiście! Gdyby był pan w Rzymie, Thomson i French wypłaciliby panu gotówkę od razu, bez żadnych oporów.
— O, proszę mi wybaczyć, panie hrabio!
— To mogę zatrzymać te pieniądze?
— O tak — rzekł Danglars, ocierając pot z czoła. — Proszę je zatrzymać.
Monte Christo ponownie włożył do kieszeni weksle, ale wyraz jego twarzy mówił: „Do diabła, zastanów się pan. Jeszcze jest czas. Potem będziesz żałował”.
— Tak, tak — powiedział Danglars — bezwzględnie musi je pan zatrzymać. Ale jak sam pan wie, nie ma większych formalistów od bankierów. Przeznaczyłem te bony dla przytułków i wydało mi się, że jeśli nie dam im tych właśnie bonów, to je okradnę. Tak jakby pieniądz nie był równy pieniądzowi. Proszę mi wybaczyć.
I roześmiał się głośno — ale był to śmiech nerwowy.
— Jest pan wytłumaczony — odparł uprzejmie Monte Christo — przyjmuję te bony.
To mówiąc, włożył je do pugilaresu.