— Ale jest jeszcze sto tysięcy franków — zauważył Danglars.

— To drobiazg — odparł Monte Christo. — Myślę, że agio wyniesie mniej więcej tyle samo. Niech pan zatrzyma te sto tysięcy i będziemy kwita.

— Pan hrabia mówi serio?

— Z bankierami nigdy nie żartuję — odpowiedział Monte Christo tak poważnie, że graniczyło to z nieuprzejmością.

I skierował się do drzwi, w chwili gdy lokaj zaanonsował:

— Pan de Boville, generalny skarbnik zarządu przytułków.

— No, no — rzekł Monte Christo — zdaje się, że przyszedłem po pańskie bony w samą porę, ludzie je sobie wprost wyrywają.

Danglars ponownie zbladł i szybko pożegnał się z hrabią.

Monte Christo i pan de Boville wymienili uprzejme ukłony, bowiem skarbnik już oczekiwał w salonie będącym zarazem poczekalnią; natychmiast po wyjściu pana de Monte Christo wprowadzono go do gabinetu Danglarsa.

Na widok teczki, którą trzymał pan skarbnik generalny, po surowej twarzy hrabiego przemknął uśmiech.