— Oddali cały swój majątek na biednych.

— To znaczy jaki majątek?

— No, ich własny, spadek po nieboszczyku generale.

— A dlaczegóż tak postąpili?

— Nie chcieli mieć majątku zdobytego w tak nikczemny sposób.

— I z czegóż będą żyli?

— Matka wyjeżdża na prowincję, a syn idzie do wojska. Wczoraj właśnie sporządziłem akt darowizny.

— Jak duży był ich majątek?

— O, nic takiego. Jakieś milion dwieście, milion trzysta tysięcy. Ale wróćmy do naszych milionów.

— Chętnie — rzekł Danglars tonem najnaturalniejszym w świecie. — Oj, widzę, że bardzo się panu spieszy do tych pieniędzy?