— Tak. Jutro o drugiej mamy rewizję kasy.
— Jutro? Czemuż mi pan tego od razu nie powiedział! Przecież do jutra to jeszcze kawał czasu! No to przyślij pan kogoś o dwunastej — rzekł Danglars z uśmiechem.
Pan de Boville stał się niezbyt rozmowny; kiwnął tylko głową na znak zgody i wyginał teczkę.
— E, ale jak tak myślę — rzekł nagle Danglars — to można zrobić coś lepszego.
— Co takiego?
— Kwit pana de Monte Christo jest wart tyle, co pieniądze. Niech pan z nim pójdzie do Rotszylda albo do Lafitte’a, a ręczę, że każdy z nich przyjmie go bez mrugnięcia okiem.
— Chociaż jest płatny w Rzymie?
— To nie ma znaczenia. Może to pana kosztować najwyżej pięć do sześciu tysięcy eskonta.
Skarbnik cofnął się gwałtownie.
— Nie, już wolę zaczekać do jutra. Co za pomysł!