— Niech mi pan wybaczy szczerość, ale wydawało mi się przez chwilę — rzekł Danglars bezczelnie — że masz pan tam jakiś deficycik do wyrównania.
— Ależ! — oburzył się skarbnik.
— No, nie ma w tym przecież nic niezwykłego. Takie rzeczy się zdarzają, a wtedy trzeba nastawić się na pewne straty.
— Dzięki Bogu, mnie to nie dotyczy.
— A więc do jutra, drogi panie, czy tak?
— Tak, do jutra. Tylko proszę nie zrobić mi już zawodu.
— Raczy pan żartować. Proszę przysłać kogoś jutro o dwunastej, bank będzie już zawiadomiony.
— Przyjdę osobiście.
— Tym lepiej, będę miał przyjemność znowu pana oglądać.
Uścisnęli sobie ręce.