Hrabiemu o mało nie pękło serce. Podszedł o krok i łagodnie dotknął ramienia Morrela.
— Przyjacielu — rzekł — szukałem cię.
Monte Christo spodziewał się wybuchu, wyrzutów, oskarżeń. Mylił się. Morrel uniósł głowę i z pozornym spokojem powiedział:
— Widzisz pan, że się modliłem.
Hrabia spojrzał nań przenikliwie. I chyba się uspokoił.
— Chce pan, odwiozę pana do Paryża? — rzekł.
— Nie, dziękuję.
— A może czegoś panu trzeba?
— Niech mnie pan zostawi, chcę się pomodlić.
Hrabia oddalił się bez słowa sprzeciwu, ale tylko po to, aby znów się ukryć w pobliżu i dalej obserwował Morrela.