— Ja?

— Masz pan palce powalane atramentem.

— A tak. Pisałem. Zdarza mi się to czasem, choć jestem żołnierzem.

Monte Christo podszedł nieco do przodu.

Chcąc nie chcąc Maksymilian musiał go przepuścić, ale zaraz podążył za nim.

— Pisałeś pan? — powtórzył Monte Christo, wlepiając w niego wzrok tak przenikliwy, że aż męczący.

— Już miałem zaszczyt oznajmić panu, że tak.

Hrabia rozejrzał się.

— O, pistolety obok papeterii! — zdziwił się, wskazując palcem broń na biurku.

— Wyjeżdżam w podróż.