— Oo, tak.
— Dobrze.
I Bertuccio, sięgając do kieszeni, dał znak strażnikowi, który stał w okienku.
— Przeczytajcie to! — rzekł do niego.
— Co to? — spytał Andrea.
— Rozkaz, aby przeniesiono cię do osobnej celi i pozwolono widywać ze mną.
— O! — Andrea aż podskoczył z radości.
I opanowawszy się natychmiast, szepnął do siebie:
— I znowu mój nieznany opiekun! Nie zapomnieli o mnie! Chcą zachować tajemnicę, skoro chcą ze mną rozmawiać w cztery oczy. Tu ich mam... Bertuccio przychodzi tu od mojego opiekuna.
Strażnik pokonferował z przełożonym, po czym otwarł drzwi i zaprowadził Andreę do celi na pierwszym piętrze z oknem na dziedziniec. Andrea był w siódmym niebie.