— O, to będzie z twojej strony dobry uczynek, dziękuję ci.

— Dziękujesz mi? Za co?

— Za to, co właśnie powiedziałaś.

— A co ja powiedziałam? W głowie mi się miesza, nic już nie rozumiem, Boże, Boże!

I zerwała się — włosy miała rozrzucone w nieładzie, na usta wystąpiła jej piana.

— To była odpowiedź na pytanie, jakie ci zadałem na początku: gdzie jest trucizna, której zazwyczaj używasz?

Pani de Villefort wzniosła ręce ku niebu i załamała je konwulsyjnie.

— Nie, nie! — wrzasnęła. — Nie chcesz tego!

— Nie chcę, abyś zginęła na szafocie. Rozumiesz?

— Mężu, łaski!...