— Tak, dwadzieścia siedem — powtórzył Monte Christo.
I wydało mu się znowu, że słyszy głos księdza Farii, gdy pytał o jego nazwisko, a ten odkrzyknął mu zza ściany swój numer.
— No to w drogę.
— Poczekajcie — rzekł Monte Christo. — Chciałbym jeszcze się tu porozglądać.
— O, dobrze się składa. Zapomniałem klucza od tamtej celi.
— To idźcie po klucz.
— Zostawię panu pochodnię.
— Nie, weźcie ją.
— Ale zostaniesz pan bez światła!
— Widzę w ciemności.